piątek, 19 lutego 2016

,,Odwrócę to krzesło, żeby twarzą do mnie było...''

Cześć!
Od tygodnia latam zestresowana po wszystkich możliwych miejscach w ukochanym mieście. Zaczynając od wydziału matematyki na uniwersytecie, przez galerię, kończąc na przystanku niedaleko mojej starej szkoły.


Zacznijmy od tego, że przez całe pięć dni, ja tylko trzy spędziłam w szkole. We wtorek ,,wzięłam sobie wolne'', bo była klasówka z (znienawidzonej) historii. To znaczy, nie poszłam na wagary, ani nie udawałam chorej. Ja jestem bardziej z tych grzecznych dzieci. Chodzi o to, że jeśli przejdzie się do drugiego etapu konkursu kuratoryjnego ma się do dyspozycji kilka dni wolnych ,,na naukę''. Jako że udało mi się dostać dalej z angielskiego, postanowiłam, że sobie taki wolny dzień wezmę, a klasówka z historii była idealnym powodem.
Konkurs był w czwartek, na uniwersytecie. Wstałam około 9 i odebrałam SMSa od Sary, żebym ratowała jej tyłek i przyniosła książkę, której ona zapomniała. Odpisałam, że wychodzimy sprzed szkoły w okolicach 11 i żeby do mnie wtedy wyszła. I właśnie tak się stało, oczywiście z kilkunastominutowym opóźnieniem, pomyleniem przystanków przez panią i gadaniem po drodze o krajoznawstwie. No dobra, weszliśmy. Cała nasza szkoła została skierowana do auli B, gdzie przed wejściem mieliśmy pokazać legitymacje i swoje numerki, żeby zostać wpuszczonym. Nie byłoby w tym nic trudnego, gdyby nie fakt, że na auli B poza nami miało być jakieś 200 osób. Wszyscy się pchają, drzwi wąskie, zastawili je stołem, bieda i powolny internet. W dodatku wszystkie rzeczy, a w szczególności telefony trzeba było zostawić przed salą. Eh...
Jak sam test? Słyszałam, że miało być krajoznawstwo, słuchanie i pisanie eseju. Jednak nie było nic. Gramatyka i słówka. Jednak było to strasznie trudne i fajnie byłoby mieć chociaż 50%.
Wróciłam do domu koło 16, przemoknięta od deszczu.
I tak oto minął mi czwartek.


Mam już zaplanowane kilka postów na bloga, muszę tylko znaleźć czas i chęci, żeby je napisać. Przy okazji, chciałabym zaprosić Was na bloga mojej kuzynki, który jest super, mega, tera, peta świetny >tutaj<
~Mej
żródło zdjęć

piątek, 5 lutego 2016

Witajcie.

A więc, cześć i czołem wszystkim.
Jestem tutaj, bo muszę wylać gdzieś swoje głębokie jak kałuża rozkminy na temat życia i pączków z budyniem waniliowym, które wczoraj jadłam. Tak, były dobre, jeśli o to pytacie.
Nie umiem za bardzo w internet, a co dopiero w blogi, więc bądźcie wyrozumiali, jeśli ta strona będzie wyglądała jak kupa obtoczona w drugiej kupie. Chociaż, mam wrażenie że szybciej skończę z blogowaniem, niż zaczęłam. No cóż, zawsze to coś nowego.


Nazywam się Weronika, chociaż ludzie różnie na mnie mówią. Większość posługuje się ksywką nadaną mi już przed dinozaurami - Norman (nie, to nie ma nic wspólnego z transseksualizmem!). Utożsamiłam się z tym imieniem już bardzo, ale niestety pół internetu nie umie tego odmieniać. W sensie, każdy chce na siłę wepchnąć tam formę żeńską, przez co w ogóle nie zmieniając formy wyraz.
Byłam dzisiaj u Norman.
Pod ostatnim postem Norman było aż 20 lajków!
Idę z Norman do fabryki łyżelców, idziesz z nami, Baśka?
Tak, to brzmi komicznie. Jeśli chcecie nazywać mnie Normanem, mówcie o mnie tak jakbym była facetem, ok?
Głównie przez uniknięcie tych super nieodmiennych form, które mnie mega wkurzają, a także żeby nie kojarzyć się ludziom jako czterdziestoletni facet w białym podkoszulku wpieprzający tony chrupek serowych przed telewizorem (poważnie nie pojawia wam się ten widok w głowach, kiedy usłyszycie Norman?), postanowiłam wymyślić sobie nowy pseudonim.
May.
Kreatywnością się tu nie popisałam, bo to tylko miesiąc moich urodzin. Jednak brzmi o wiele ładniej, i wreszcie jest to ksywka dla dziewczyny.


Świetnie, skoro kwestię mojego imienia mamy już za sobą, może coś o mnie opowiem.
Mam 15 lat, mieszkam na takim zadupiu na górze mapy, zwanej Olsztynem i uwielbiam moje tęczowe podkolanówki. Jeśli jesteście ciekawi tego jak wyglądam, proszę i zapraszam na zdjęcie wyżej.
Jeśli chcecie coś wiedzieć pytajcie - kiedyś pojawi się tu pewnie Q&A.
Zapraszam także na mojego ASKA.
Jesteście super i trzymajcie się ciepło.
~May